inicio mail me! sindicaci;ón

Tomasz Wysocki - dziennik internetowy

Otchłań mojego umysłu…

Archive for lipiec, 2006

Przystanek Woodstock - sum up

Wczoraj wróciłem do domu. Co prawda zmęczony, ale za to szczęśliwy. Przystanek okazał się jeszcze wspanialszy niż krążące o nim opowieści, a co najważniejsze “nie taki straszny jak go malują”. Ludzie, którzy mówią np. o narkotykach na przystanku, nie byli tam, lub po prostu chcą mu zrobić złą opinie. Dostać narkotyki jest ekstremalnie trudno. A o tym, aby ktoś Ci proponował, nawet nie ma co myśleć. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest dosyć prosta. Istnieje specjalna grupa w Pokojowym Patrolu (dowiedziałem się o niej od koleżanki, która kiedyś była w Patrolu), która nie nosi żadnych oznaczeń i chodzi po polu. Jednym z jej zadań, jest próba kupowania narkotyków. Jeśli im się uda narkotyki dostać, sprzedawca jest natychmiastowo zgarniany i przekazywany policji. Tak naprawdę, jedynymi zagrożeniami na przystanku są kradzieże i własna głupota. Jeśli chodzi o pierwsze, to wystarczy się pilnować, a raczej nic ci nie zginie. Na własną głupotę nie ma niestety innego lekarstwa niż rozsądek.

Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji, nie tylko koncerty, ale także spotkania z różnymi ciekawymi ludźmi, warsztaty muzyczne, teatralne i inne. Ale nie to jest najwspanialsze na przystanku. Najlepsi są ludzie. Ludzie, którzy zdobywają się na 100% tolerancji, ludzie dla których okazywanie agresji jest czymś po prostu złym, ludzie dla których nie ma granic i dziwności, ludzie którzy po prostu potrafią zaakceptować każdego takim jaki jest i jeszcze do tego dobrze się z nim bawić. Bo gdzie indziej azjata może bawić się w kilkudziesięciotysięcznym tłumie białych i nie czuć się inny, gdzie facet ubrany w sam kapelusz nie jest wytykany przez innych, gdzie mężczyzna może chodzić w spódnicy, nie słysząc za sobą wyzwisk, gdzie Niemiec może się świetnie bawić z Polakiem, gdzie każdy jest inny, a mimo to wszyscy są równi? A to wszystko w tłumie punków, anarchistów, dziwolągów. Jeśli myślisz, że punk i anarchista to ludzie, który szukają tylko jak nabić komuś guza, bardzo się mylisz. To przeważnie wspaniali ludzie, którzy po prostu trochę inaczej postrzegają otaczający nas świat.

Podsumowując Przystanek Woodstock to wspaniała impreza, a przedewszystkim wspaniali ludzie. A tymi, którzy mówią inaczej, nie warto się przejmować.

Dzięki Owsiak, dzięki wam ludzie z przystanku, dziękuje wszystkim którzy przyczynili się do jego istnienia, jesteście wspaniali.

Kernel Panic

Paweł “Stanik” Stańczuk nie żyje. To straszne gdy odchodzi tak młody człowiek. Jeszcze tak niedawno prowadził wykłady na SiLUGu, tak niedawno próbowałem mu zawiesić serwer, a teraz go nie ma i już nigdy nie będzie. Jednak pamięć o nim przetrwa, może przez jakiś czas, a może bardzo długo. Ja zapamiętam go jako osobę, która mimo dobrej znajomości Linuksa i tak korzystała więcej z Windows. Stanik będziesz żył w moim umyśle…

Dla Stanika

Przystanek Woodstock

Jadę. Już zdecydowane i chyba nie ma odwrotu. Namiot pożyczony, mama się zgodziła, kasę się jakąś wygrzebie. W czwartek rano wyjazd, dwa dni balowania, w niedzielę powrót. W sumie opowiadać będę po powrocie. Jak ktoś się chce jeszcze zabrać, to zapraszam.

Wpuścić geeka do pokoju…

W tym przypadku nie pomoże tłumaczenie “ja mu tylko otworzyłam drzwi”. Ale zacznijmy od początku. Poszedłem do koleżanki, a ona chętnie mnie wpuściła. Miała to być wizyta towarzyska, ale skłonność do tego, aby wszystko działało jak trzeba, wzięła górę. Na pierwszy ognień poszła drukarka, która zamiast drukować na czarno, drukowała na niebiesko. W zasadzie to nic nie zrobiłem. Zdaje się, że przyciskając przyciski w celu wysunięcia pojemników z farbą zresetowałem ustawienia drukarki i tyle wystarczyło jej do poprawnej pracy. Potem dobrałem się do internetowego radia BBC. Okazało się, że limitują transfer dla osób spoza Wielkiej Brytani. Znalazłem serwer proxy tam działający i wszystko poszło do przodu. Potem przypadkiem trafiłem na dezodorant, który nie działa, mimo że jest pełny. Poprosiłem o pusty dezodorant i z dwóch niedziałających zrobiłem jeden sprawny. Dlatego ostrzegam: dobrze się zastanów, gdy geek zapuka do twych drzwi.

Opera po raz kolejny

Od czterech dni korzystam już z opery i nadal dzielnie trzyma się na moim biurku. Problem bardzo powolnego i długiego uruchamiania został przezemnie ostatecznie rozwiązany, o czym pewnie napisze jakiś artykuł. Opera jak się okazuje ma sporo zalet, jednak ma jeszcze pewne bugi. Do ponownej próby okiełznania opery skłoniła mnie alpha najnowszego Firefoxa. Spodziewałem się czegoś więcej niż kilku zmian kosmetycznych, a tak mogę podsumować, to co widziałem do tej pory.

Killall opera

Opera niestety nie pomieszkała za długo na moim biurku. Nie to żeby mi się nie podobała, albo coś w tym stylu. Po prostu przyzwyczajenie do Fx wzięło górę nad ewentualnymi korzyściami, wynikającymi z używania opery. Więc żegnaj opero i witaj lisku.

Wyłącznie stdout i stderr w programie

Podczas pisania programu publikującego wpisy na blogu, natknąłem się na problem. Moja aplikacja robiła fork, a następnie exec na program napisany przez innego autora. Powodowało to, że proces potomny, którego kod nie znajdował się pod moją kontrolą, wysyłał informacje na stderr i stdout, czego chciałem uniknąć. Szukałem więc sposobu, za pomocą którego mógłbym “wyciąć” strumienie stderr i stdout dla danego procesu. To do czego doszedłem prezentuje poniższy listing:

freopen("/dev/null","w",stderr);
freopen("/dev/null","w",stdout);

Powyższy kod trzeba umieścić bezpośrednio, przed wywołaniem exec. Funkcja freopen, której deklaracja znajduje się w stdio.h, otwiera do odczytu /dev/null i zapisuje uchwyty w zmiennych stderr i stdout, które domyślnie odpowiadają za strumienie wyjścia. Oczywiście zamiast /dev/null możemy użyć innego pliku (lub dwóch plików), co daje nam później możliwość analizowania, zwracanej przez proces treści.

Tomasz “tomwys” Wysocki

“Kolor Magii” i przesiadka na Operę

Wczoraj skończyłem czytać książkę Terrego Pratchetta pt. “Kolor Magii”. Rozpoczyna ona dość długą serię Świata Dysku. Książka mi się podobała i mam zamiar zagłębić się w następną część, która już została mi obiecana przez Plastusia.

Nową rzeczą, która dzisiaj pojawiła się na moim biurku, jest Opera 9. Zaczęło się od tego, że postanowiłem zacząć używać, przeglądarkę przechodzącą test ACID2. Po odrzuceniu Konquerora, wybór padł właśnie na Operę. Jak długo się utrzyma i czy wrócę do Firefoxa czas pokaże.

Pozbyć się spamu

Przyszła mi do głowy pewna metoda, dzięki której można by skutecznie chronić swoją skrzynkę przed spamem. Ochrona mogła by być na tyle skuteczna, że nawet stu procentowa. Całość jest dość skomplikowana technicznie, dlatego ten wpis jest poświęcony samej idei. Za jakiś czas postaram się opisać przykładową implementację pomysłu.

Aby spamer mógł wysłać nam spam, musi posiadać nasz adres, który może pozyskać na bardzo wiele sposobów. Podstawową metodą obrony przed spamem jest ukrywanie swojego adresu. Bo jeśli doprowadzimy do sytuacji, kiedy spamer nie może zdobyć naszego adresu, wszystkie filtry antyspamowe i inne zabezpieczenia stają się zbędne. Jednak niezależnie od sposobu w jaki postaramy się ukryć adres, zasada jest prosta: jeśli adres jest możliwy do zdobycia dla człowieka, prędzej czy później zdobędzie go też spamer. W ten sposób dochodzimy do tego, że aby być bezpiecznym, nie powinniśmy podawać swojego adresu. Można to rozwiązać za pomocą formularza na naszej stronie internetowej, jednak takie rozwiązanie nie wydaje się zbyt atrakcyjne. Innym pomysłem jest stworzenie aliasów i rozpowszechnianie wyłącznie ich. Jednak jeśli alias podamy do obiegu publicznego (usenet, fora), prędzej czy później zacznie na niego napływać spam. Alias zablokujemy. A osoby które chciały by się z nami skontaktować i tak nie będą miały takiej możliwości.

Tutaj do gry wchodzi mój pomysł. Wymyśliłem, jak podać komuś nasz adres, tak naprawdę go nie podając. Dziwne? Już mówię jak to działa. Aby skorzystać z tekiego systemu musimy posiadać dostęp do kilku rzeczy: własny serwer pocztowy, własną domenę lub subdomenę, miejsce na stronę www. Wymagania niestety są duże i niewiele osób stać na podołaniu im, jednak być może kiedyś powstaną serwisy udostępniające za darmo konta, z możliwością używania tej metody. A metoda bazuje na tym, że każdy adres email w internecie, posiada odpowiadający sobie adres na naszym serwerze. Jeśli z danego adresu zostanie wysłany email na odpowiedni adres na naszym serwerze, email zostanie przekierowany na nasze “prawdziwe” konto i będziemy mogli go przeczytać, jeśli zaś email zostanie wysłany na inne konto, zostanie zignorowany. A tak to wygląda w praktyce:

Serwer

Serwer jest skonfigurowany tak, by wszystkie emaile przychodzące na nasza.domena.pl, były kierowane do odpowiedniego mechanizmu: gdy serwer odbiera email nadchodzący z konta kolega@serwer.pl przepuszcza go przez odpowiedni algorytm, który może wyglądać następująco:

md5([email kolegi] + [jakiś dziwny ciąg znaków]) + @nasza.domena.pl

W wyniku działania algorytmu generowany jest adres email na naszym serwerze. Adres ten porównywany jest przez serwer z polem TO:. Jeśli występuje zgodność, email jest kierowany na konto, z którego odbieramy pocztę, jeśli nie, odrzucany.

Co się dzieje gdy wysyłamy pocztę?

Serwer po prostu generuje adres zwrotny, odpowiadający adresowi, na który wysyłamy i wstawia go w pole FROM: oraz REPLY-TO:. Dzięki temu osoba może odpowiedzieć do nas używając REPLY oraz dodać nas do książki adresowej.

Jak podać komuś nasz adres?

Tu w grę wchodzi strona, na której pracuje specjalny generator. Gdy do generatora wpisany zostanie adres, osoby z którą chcemy korespondować, zwrócony zostanie adres na naszym serwerze, na jaki powinna ona pisać. Z generatora możemy skorzystać my i podać koledze od razu wygenerowany adres lub podać mu adres generatora. Adres generatora powinniśmy podawać też na forach dyskusyjnych i wszystkich innych miejscach, gdzie chcemy zostawić adres kontaktowy do siebie.

Biała lista i specjalne aliasy

Dwoma mechanizmami, dzięki którymi cały system staje się o wiele bardziej użyteczny, są “biała lista” i “specjalne aliasy”. Biała lista zawiera adresy/domeny, z których wszystkie emaile powinny być przyjmowane (bez sprawdzania poprawności). Specjalne aliasy są to adresy, na które jest przyjmowana cała poczta (bez sprawdzania poprawności), zasada ich działania jest taka sama jak serwisu mailnull.com. Oba mechanizmy pozwalają w pewnym stopniu korzystać z emaila “w starym stylu”, jednocześnie wykorzystując w pewnym stopniu zalety systemu.

Co się stanie gdy taki system będzie miał i nadawca i odbiorca?

Jest to ciekawy problem natury technicznej, ponieważ nie jest możliwe wygenerowanie odpowiedniej pary email. Da się jednak to obejść na parę sposobów, jednym z nich jest dodanie tej osoby do białej listy

Wady rozwiązania

Rozwiązanie ma oczywiście kilka wad, które mogą być mniej lub bardziej dokuczliwe. Postaram się przetestować wymyślony przezemnie system i dać znać na temat jego funkcjonalności.

Tomasz “tomwys” Wysocki

Automat dodający wpisy

Właśnie skończyłem pisać nowy automat dodający wpisy. Program zanim doda wpis na bloga, sprawdza, korzystając z validatora W3C, poprawność wpisu i w razie potrzeby alarmuje o błędach. Program wymaga jeszcze pewnych usprawnień, jednak obecna wersja nadaje się już do użycia.